Podkarpacki serwis wspinaczkowy RKW

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Newsy Wieści z skał Rzutem na taśmę. Atak na Gerlach

Rzutem na taśmę. Atak na Gerlach

Email Drukuj PDF
1.15 Budzik dzwoni nieznośnie, otwieram oczy i leniwie zwlekam ciało z łóżka. Przez głowę przechodzi ta nieznośna myśl „jak ja nie lubię tej chwili”, gdy trzeba pokonać błogi sen. Dziś jednak motywacja jest duża z racji na spore prawdopodobieństwo, że będzie to ostani wspin tej zimy. Za cel obraliśmy przejście Drogi Stanisławskiego na północnej ścianie Gerlachowej Wieży w Dolinie Wielickiej. Jak wynika ze schematu droga jest długa i stosunkowo łatwa, letnio IV.

Punkt 2.00 podjeżdża Tomek i ruszamy w trasę, by po 3 godzinach nużącej drogi zameldować się u wylotu doliny. Przebieramy się naprędce w odzież zimową, uzupełniamy przygotowane dzień wcześniej plecaki w prowiant, wodę, kurtki puchowe i wyjeżdżamy w górę doliny. Postanawiamy skorzystać z pobłażliwości Słowaków, którzy w okresie remontu schroniska przymykają oko na podjeżdżających wspinaczy. Gdy wysiadamy z auta okazuje się że prognoza idealnej pogody się nie sprawdziła do końca, temperatura – 4 stopnie idealna, natomiast wieje wiatr, momentami porywisty. Nie zraża nas to szczególnie, uzupełniamy tylko asortyment o kurtki przeciwwietrzne i ruszamy w górę doliny pod Gerlacha.  Podejście jest po „betonach”. Poprawia nam to, motywację i tempo.

W trakcie podchodzenia zaczyna padać śnieg, który przez prawie cały dzień z małymi przerwami będzie nam przypominał, że zima się jeszcze nie skończyła. Z oddali dostrzegamy 2 taterników schodzących z Krycmarowego żlebu (Nie wiem jak ta nazwa brzmi po Polsku niestety), pozdrawiamy ich z oddali gestem ręki i idziemy dalej pod start naszej drogi.

Ubieramy zabawki i po 7 wbijamy w ścianę. Pierwszy wyciąg nie trudny, w okolicach IV może V kończę pełną długością liny. Padający śnieg i schodzące pyłówki sprawiają, że mam już przemoczone rękawiczki. Na stanowisku przeżywam efekt „Łał”(lub „Efekt Kur..Mać”), jak zwykliśmy nazywać napływającą do przemrożonych dłoni ciepłą krew. Jęcząc z bólu, wybieram Tomkowi luz na linie i w głębi duszy mam nadzieję, że nie zaproponuje wycofu, bo z przemrożonymi dłońmi i perspetywą wspinania dalszego w mokrych rękawiczkach, nie jestem już taki pewien czy nie skorzystałbym. Jednak liczne wycofy tej zimy i ustalenia dnia poprzedniego sprawiają, że żaden z nas, aż do końca dnia nie sugeruje możliwości odwrotu.

Tomek dochodzi do stanu szybko, jest więc nadzieja na dobre tempo. Prowadzę jeszcze 3 wyciągi i na 4 stanowisku zmieniamy się na prowadzeniu. Dalsza część drogi wiedzie stromym źlebem śnieżnym, z małym 4 metrowym progiem lodowym. Po pokonaniu progu Tomek woła bym podchodził, bo nie ma miejsca na szybki i dobry stan. Wspinamy się równolegle z zakładaniem przelotów. Po 50 metrach staję przed progiem i decyduję się go przejść, póki mam jeszcze sporo luzu na linie, tak by w razie odpadnięcia, mieć jeszcze szansę hamowania w żlebie bez zdzierania Tomka ze ściany. Wbijam i ostrożnie pokonuję próg, nieco ponad nim czekam, aż zniknie luz pomiędzy nami, lub aż Tomek zbuduje stana i wybierze linę. Nie mam kontaktu z Tomkiem, bowiem ten przeszedł za załom skalny. Lina powoli podchodzi do góry. Po tempie w jakim znika luz na linie, wnioskuję, że wciąż nie znalazł miejsca na stan i prawdopodobnie teren nie jest komfortowy. Po pewnym czasie lina przestaje podchodzić i słyszę oczekiwane „Mam auto”. Komfortowo z górną asekuracją dochodzę do Tomka. Jak się okazuje cienka lodowa polewka przed stanem wyżarła mu nieco psychę, stąd to słabe tempo. Wspinając się równolegle pokonaliśmy ok. 130 metrów, między 4 a 5 stanowiskiem, więc zaoszczędziliśmy nieco czasu. Tomek wbija jeszcze w 6 wyciąg, jak się okazuje są tam kluczowe trudności drogi, za 6 może 7 zimowo. Przeciskając się w kominkach tego wyciągu, zasapany dochodzę do Tomka, biorę od niego zabawki i wbijam w 7 wyciąg. Ładny techniczny początek wyciągu, pokonuję szybko, ale pod koniec wyciągu, staję w polewkach 4 metry przed dobrym miejscem na stan i nie mogę się odważyć przejść po sypkim śniegu powyżej. Teraz ja przeżywam swoje chwile słabości, dopiero po 15 minutach prób, przechodzę ten odcinek. Tomek rozwspinany po wcześniejszym prowadzeniu, wyciąg ten pokonuje szybko. Stoimy na stanie, spoglądamy na zegarek a ten nieubłaganie wskazuje godzinę 18.15. Po prawej z chmur pojawia się Gerlachowe Siodło, widzimy że jest jeszcze jakieś 100 metrów powyżej naszej pozycji. Oto już wiemy, że znów powiększymy tabelkę wycofów tej zimy o kolejną pozycję.

Z uwagi na spory opad świeżego śniegu, nie decydujemy się podchodzić jeszcze ok. 100 metrów do miejsca z którego teoretycznie można zejść, stwierdzamy, że będziemy zjeżdżać.

Zjazdy ciągną się jak krew z nosa, obaj czujemy stres, już nam się nie chce spać. Nie wszędzie udaje się nam zbudować w pełni bezpieczne stany zjazdowe. Wprawdzie wszystkie zaopatrzamy w kostkę i haka ale ciśnienie i tak jakoś nie maleje. Po godzinie 22.00 dojeżdżamy do podstawy ściany i szczęśliwi rozpoczynamy zejście do auta. „W 15 minut dojdziemy”, stwierdzamy po spakowaniu plecaków. Pod autem jesteśmy po 23.00. Silna śnieżyca w połączeniu z wiatrem, która zaczęła się 2 godziny wcześniej sprawia, że decydujemy się iść przy prawej ścianie ograniczającej dolinę, tak by nie zatoczyć koła. Dopiero po 40 minutach dostrzegamy, długo oczekiwany słaby przebłysk świateł schroniska. Już tylko zostało jedno zmartwienie, czy jest auto i czy nie ma jakiejś blokady na kołach. Na miejscu okazuje się, że cierpliwość Słowaków nie została jeszcze nadwyrężona (szacun dla Braci Słowaków za tolerancję). Rozpoczyna się długi i niebezpieczny powrót do domu z wielokrotnym przysypianiem za kierownicą. Przez całą drogę przypominają mi się kiedyś usłyszane statystyki, które mówią, że większość wspinaczy ginie nie na drogach wspinaczkowych lecz samochodowych. Tym razem poprawiamy statystykę by o 4 zasnąć długo oczekiwanym snem. Całą drogę tylko o tym marzyliśmy, nawet to, że musimy rano wstać na 7 do pracy, nie psuje przyjemności zanurzenia się w długo oczekiwanym cieple.

 

 

Zmieniony: Piątek, 16 Kwiecień 2010 17:42  

Ogłoszenia

Wstąp do RKW !
Poznaj smak prawdziwej przygody :-) !
Ściana RKW
Wpadnij na wspin !
Reklama

Polecamy

Reklama

Zniżki

Reklama
Reklama

Sonda

Wspinanie z użyciem friendów i kości w Czarnorzekach