W drugim dniu roku zaraz po powrocie z Sylwestra ze Słowacji razem z Krzychem udaliśmy się na wycieczkę skiturową w górki Ukrainy a konkretnie w Czarnohorę. Skorzystaliśmy z zaproszenia przemiłej malutkiej osóbki, która to z kolei skorzystała z zaproszenia kolegi z Ukrainy.
Po całonocnej podróży i wypiciu narodowego trunku Ukrainy czyli horyłki, chwiejnym krokiem wysiedliśmy w miejscowości Łazeszczyna. Z nartami przy plecaku udaliśmy się doliną potoku Łazeszczyna w stronę górek z utęsknieniem wypatrując śniegu. Mieliśmy farta bo miejscowy środek transportu sporo nas podwiózł i po ok godzinie marszu można było założyć nartki na kopytka.
Po noclegu spędzonym w chałupie na wysokości ok 1300m zaczęliśmy podchodzić w stronę Hawerli (2061), od połowy górki zrobiło się naprawdę wietrznie i mało przyjemnie. Zeszliśmy do schronu na przełęczy i zalegliśmy w nim na 14 godzin śpiąc i gotując w przerwach.
Rano wiatr trochę ustał, widoczność dalej była na kilkanaście metrów, więc zeszliśmy do stokówki na 1400 i udaliśmy się pod Pietrosa (2020), nasi towarzysze mieli problem wypatrzyć koleby na nocleg (mgła i ciemno), nam z Krzychem było łatwiej więc po krótkich poszukiwaniach zaleźliśmy lokale klasy *** na nocleg.
Rano zaczęliśmy podchodzić na Pietrosa, Sasza powiedział ,że na nartach nie wyjdziemy (co my nie wyjdziemy!) - zaparliśmy się z Krzychem i walczyliśmy do samego końca nawet jak rozsądek podpowiadał ,żeby ściągnąć jednak narki - straciliśmy nie potrzebnie dużo sił.... Na górze odpoczęliśmy chwile w kapliczce i zaczęliśmy schodzić połoniną w stronę Kwasów,
widoczność była malutka i z wielkim szacunkiem podziwialiśmy hart ducha i waleczność naszych kamratów, oczywiście okazało się, że przy takiej pogodzie nie sposób się nie pogubić i wynalazek amerykańców (gps)- troszkę nam pomógł wrócić na dobrą drogę, w ciemnościach doszliśmy na ostatni nocleg oddalony ok 4 h od Kwasów (ok1340m).
Na następny dzień czekał nas fajny zjazd na dół, oczywiście musieliśmy troszkę pobłądzić , żeby tradycji stało się zadość (jednak co dwie głowy to nie jedna), szybko wróciliśmy na właściwy szlak i wkrótce spotkaliśmy ekipę podchodzącą do góry (chwilkę pogadaliśmy). Udało nam się zjechać do wys. 950m dalej już na butach w deszczu udaliśmy się do wioski.
Cali mokrzy dotarliśmy na dworzec i okazało się, że pociąg mamy za 4 godziny więc udaliśmy się w poszukiwaniu cywilizacji (knajpy) - Krzysiek miał więcej szczęścia ode mnie i przytachał po piwie i już mieliśmy udać się na jego większą ilość ale okazało się, że minęło trochę czasu a pociąg dalej mamy za 4 godziny no i niespodzianka nie za 4 godziny tylko o 4-tej (na następny wyjazd trzeba trochę podszkolić język). Wracaliśmy całą noc kuszając wędzone szproty i popijacjąc ukraińskie piwko. Zgodnie z noworocznym postanowieniem horyłce powiedzieliśmy niet!!!!!!!!!!!!!!! i tym samym wprowadziliśmy w osłupienie celników na granic na pytanie "ile panowie mają alkoholu" -my odpowiadamy nic!!! no to otwierać plecaki! a tam tylko mokre śmierdzące skarpetki itp.
Ja nabawiłem się malutkich odmrożeń na twarzy ale to nauczka na przyszłoś - załóż kominiarkę słoniu jak wieje! Mimo naprawdę trudnych warunków pogodowych i ciężkich plecaków wywlekliśmy się na dwie fajne górki Hawerla(2061) w całości na nartkach, i Pietrosa (2020) , troszkę na butach , pokonaliśmy ok ponad 2000 m przewyższenia i zrobiliśmy tak na oko ponad 30 km, no i wróciliśmy cali i prawie zdrowi -:).
A w głowach mamy plan na następną wycieczkę skiturową przez Czarnohorę w odwrotną stronę i przez calutkie pasmo. A na koniec spotkał nas miły gest od jednego Saszki - podarował nam ukraińską mapę Czarnohory (1:50 000) - więc wyjścia nie mamy musimy tam wrócić!!! I wrócimy! Mogliśmy się odwdzięczyć reprintem mapy całych Karpat (pożyczonej od Dominika) ale jakoś wyleciało nam to z głowy i wyszło nam to na dobre bo gdy pobłądziliśmy to właśnie ten globus pokazał nam właściwą drogę. Wielkie podziękowania dla Dominika W. i dla wszystkich którzy znosili naszą obecność podczas tej wycieczki i dla Pani w kasie w Kwasach która to wykazała się niesamowitą cierpliwością pisząc nam na kartce, to czego nie mogliśmy pojąć. W więc żegnaj Ukraino do zobacznia za 4 ciasa!
Słoń
| < Poprzednia | Następna > |
|---|








